Age of Sigmar: Blood for the blood God!

warsztat

Zbliżają się wakacje, subiektywnie patrząc oczywiście. Nie za tak długo odpocznę od projektów, ITIL’ów i całego tego dziadostwa IT :).

Zwykle przed wyjazdem rozglądam się za jakąś grą, którą mógłbym zabrać ze sobą. Są to raczej karcianki, czasem gry planszowe. Tym razem wybór padł na „Gorechosen” – która wydaje się spełniać wszystkie kryteria kompaktowej gry, którą można zabrać na wakacje. Zgadza się też ilość potencjalnych graczy jak będzie prawdopodobnie dostępna.

Dlatego, przez ostatni tydzień malowałem „pionki do gry” :D. Jak wszyscy pewnie wiedzą są to raczej pionki „na bogato”.

Oto co udało mi się dotąd osiągnąć.

Redarg, Heldrax, Vexnar i Kore:

gorechosen1

Redarg:

 

Heldrax:

Vexnar:

Kore:

 

Myślę, że wyglądają całkiem nieźle jak na „pionki” ;).

 

Do następnego razu…

Age of Sigmar: Turniej 1000 pkt. GH. Bitwa 2.

battlereport

Nadszedł czas na drugą moją bitwę z krakowskiego turnieju AoS.

W tej rundzie zmierzyłem się z chaotyczną i całkiem nowiuśką armią Tzeneetch’a! Jak już pisałem wcześniej, stosunkowo słabo znałem swoją rozpiskę. Dodatkowo nie jestem przyzwyczajony do przesuwania hord małych „kolesi”. U „Ironjawz”, póki co maksymalna ilość modeli jaką wystawiam na warscroll’u to 10. Jednym słowem tura idzie mi wolno…

Mojemu przeciwnikowi, z powodu „świeżości” jego rozpiski szło baaaaardzo podobnie :). Tak że, nie zdradzę wiele jeśli napiszę, że po raz kolejny zaskoczył nas czas (mnie na pewno) i regulaminowy koniec bitwy, przed faktycznym jej zakończeniem. No cóż….

Moja rozpiska oczywiście się nie zmieniła, a oto pobieżny (i pełen pogardy 🙂 ) opis sił przeciwnika: Magiczny magik, magiczny magik, „kurczakopodobny” na latającym talerzu, Magiczny duuuuży Ogr-ktoś tam, 20-stu człowieków w służbie Tzeneetch’a (Karic Acolytes), 10-ęć przerośniętych kurczaków w służbie Tzeneetch’a (Tzaangors), 3-y przerośnięte ptaki na latających talerzach.

Graliśmy scenariusz „Escalation”. Rozstawienie, mniej więcej:

bitwa2_1

Ponownie mogłem zaczynać pierwszy. Ruszyłem do przodu by za w czasu zająć „objectivy”. Prawy i środkowy miały okupować gobliny, pomiędzy nimi miał się znaleźć boss i szaman. Na lewy „znacznik” ruszył pędem „komboj” (goblin warboss na wilku).

Na tyłach chaotycznej armii wykopał się Wij (Dread Maw), w 9 calach od duuuużego, magicznego Ogroida będącego generałem. Całe reszta goblinów zapewne wiwatowała widząc to zdarzenie :).

Niestety tym razem, potwór nie wyrzucił wystarczająco na szarżę. Rzucając na boki swoim wielkim cielskiem stał tylko i ślinił się w kierunku armii wroga :(. Zawiedzione tym zdarzeniem gobliny przygotowały się na najgorsze.

W turze chaosu magowie wypalili jakieś „bezeceństawa” w kierunku mojego Wija, centrum wroga (20 x Cairic Acolytes) ruszyło w kierunku moich Moonclan grotów. Na prawej flance, drugi odział moich goblinów (po nieudolnym odpaleniu swojego fanatyka) opierał się przerośniętym kurczakom. Dzięki sieciom i „buffom” gobliny na całym froncie bez problemu utrzymały swoje linie. Póki co…

Tymczasem z tyłu, duuuuży Ogroid uznał że jest wystarczająco duży i zaszarżował mojego potwora. Okazało się jednak że, aż taki duży to on nie był. Pomimo kopania, taranowani i walenia w mojego Wija, Ogroid został pożarty w tej samej turze w której wpadł, na ten jednak nie najlpeszy pomysł z szarżą.

Na prawej flance nadeszła katastrofa. Tzaangory zrolowały moje gobliny. Padł też szaman i Warboss, który tym razem się nie popisał.

Na środku gobliny dawały radę przez jakiś czas (ścieciarze!). Udało mi się nawet wypuścić fanatyków, którzy trzymali się chyba przez dwie tury, wirując ze swoją śmiercionośną bronią. Niestety zniszczenia jakie poczynili w oddziale sługusów chaosu (Karic Acolytes) były żałosne i absolutnie nie współmierne do moich oczekiwań :).

Po upadku mojej prawej flanki, sytuacja w środku była przesądzona. Przeciwnik przerzucił swoich magów na dyskach i zwierzoludzi. Nie zajęło im długi by wymordować wszystkie moje gobliny.

Tutaj należy dodać/przypomnieć, że na najdalszym lewym „objectivie”, cały czas siedział mój „komboj”(goblin boss) zapewniając mi punkty.

Niejako na ratunek przybył Wij. Po rozprawieniu się z ogroidem, zeżarł szybko jeszcze jednego maga-bohatera i uderzył na środek w całą kupę  „Cairic Acolytes”. No cóż…powiedzmy że na koniec mojej tury nie był już żadnego ze wspomnianych sługusów chaosu.

I tutaj nastąpił koniec naszej rozgrywki. Był to bodajże, koniec tury 3-ciej, i czas się skończył.

Zaliczyłem „Major Victory”, ale na stole został mi jedynie Wij i „Komboj”. Gdybyśmy grali jeszcze 2-ie tury, przewaga liczebna po stronie Chaosu mogła by zdecydować o jego zwycięstwie. No w końcu Wij nie może być wszędzie jednocześnie ;)…

 

Kilka zdjęć z potyczki:

Do następnego razu