Parada Armii II : Koniec projektu

piedestal

Jutro ostateczny termin oddania prac w „Paradzie Armii II”, organizowanej pod skrzydłami krakowskiego sklepu Vanaheim. O dziwo ukończyłem :), i nie wydaje mi się żebym jeszcze coś chciał dodać.

Początki były skromne, że przypomnę:

concept

No ale do rzeczy. Na początek „Short Story”, wprowadzające w sytuacje zastałą na dioramie. Na końcu oczywiście kilka zdjęć:

SKARB
Nie padało już od dawna. W nocy było jeszcze bardzo zimno, ale we dnie mocne słońce stopiło już prawie śnieg dokoła wieży.
W sumie to i dobrze. Ludzie z drewnianych domów chętniej handlowali, jak było ciepło i dni były dłuższe. Gnag nie bardzo rozumiał dlaczego, ale sprawiało mu przyjemność przebywanie w towarzystwie ludzi z osady. Jak przez mgłę pamiętał, że kiedyś nie był sam. Pamiętał śmiech, polowania i dużo piwa… ale nie był teraz pewien czy to wydarzyło się naprawdę.
W każdym razie ludzie, którzy się go najpierw bali, teraz chętnie z nim handlowali. Ostatnio nawet, zanim przyszło silne zimno dali mu worek pszenicy i coś, co nazwali żarnem. Pokazali, co można zrobić z owym kamieniem”. Gnagowi podobała się owa czynność, a zmielone ziarno miało kilka całkiem ciekawych zastosowań.
W zasadzie ten skarb – żarno, otrzymał za przysługę. Wielki, głodny grizli urządził sobie leże niedaleko wioski. Ludzie próbowali go ubić, ale srogo poszarpał chłopów. W końcu, kiedy jego ofiarą padło dziecko (Gnag nie rozumiał, jak można być tak małym), ludzie z osady poprosili go o pomoc.
Zabrał swój ulubiony cep i poszedł poszukać niedźwiedzia. Bydle było naprawdę wielkie, ale walka nie trwała długo. Za swój trud dostał owo żarno i kilka beczek piwa! Została mu już tylko jedna…
—————————————————————————————————————-
Sigvard Bladoręki zaklął siarczyście, gdy ostrze włóczni ześlizgnęło się po jego hełmie, krzesząc jasnopomarańczowe iskry. Dał się nabrać na taką starą sztuczkę! Ten pojedynek musiał szybko dobiec końca! Przeciwnik był młodszy i dotąd trzymał się z daleka od potyczki. Sigvard, tymczasem powalił już dwóch przeciwników i jego ramiona zaczynały odczuwać trudy walki. Zamarkował ruch na prawo, podczas gdy jego tarcza z lewej wystrzeliła znienacka w kierunku twarzy przeciwnika. Głośnemu plaśnięciu towarzyszyło chrupanie, gdy umbo na tarczy zetknęło się z twarzą wojownika. Zraniony zawył głośno. Jego krzyk przerodził się szybko w krwawe bulgotanie, gdy miecz Sigvarda wgryzł się w jego szyję.
Bladoręki energicznie rozejrzał się dokoła, poszukując kolejnych wrogów. Wśród kilkunastu trupów na nogach byli tylko Acke i Orvar.
Eskil nie żyje – stwierdził ten drugi
– Krwe i demony – zaklął Acke – Jak to nie żyje?! Przecież miałeś na niego uważać!
Uważałem – odbruknął zagadnięty wzruszając ramionami – dopóki ten łucznik nie zaczął do mnie szyć – Orvar trącił butem ciało leżące u jego stóp.
Rudowałosy Acke przewrócił oczyma – Zostało nas trzech. Trzech! I co teraz!? – zwrócił się w kierunku niespiesznie nadchodzącego Sigvarda.
Orvar sprawdź co mieli w skrzyni – zignorował go Bladoręki.
Po dłuższej chwili oczekiwania Orvar podniósł się znad okutej skrzyni. Była to jedyna rzecz w całym konwoju która była zabezpieczona.
– Jest tutaj… – zaczął – Dwa razy po pięć miedziaków i jeszcze trzy – zakończył, wstając i podpierając się swoją włócznią.
– Tylko tyle?! – wybałuszył oczy Acke – Straciliśmy Eskila za 13 miedziaków?!
– A może by pogonić za tymi babami co w las poszły , jakeśmy się na tych tu rzucili? – zapytał Orvar szczerząc się głupio i drapiąc po głowie – może co przy sobie miały?
– Swoje tyłki co po najwyżej! Chędożyć ci się chce psubracie i nic więcej! – wrzeszczał Acke.
– Spokój! – warknął w końcu Sigvard. To nadspodziewanie szybko zakończyło sprzeczkę. Schował miecz i zwrócił się w kierunku swoich kompanów.
– Nie po to porzuciliśmy ludniejsze i bogatsze trakty – kontynuował Bladoręki – żeby tu za kilka miedziaków bytować, czy za damską rzycią się uganiać.
– No właśnie – wtrącił się Acke – po co tu jesteśmy? Na zachód mogliśmy zarobić na wykup naszych kompanów z niewoli. Moglibyśmy wtedy nająć jakiego czarodzieja i jak planowaliśmy fortuny się dorobić w Zamarzniętym Mieście. Teraz ino sami jako parobki możem się nająć do kompani jakieś…
– Nikomu służyć nie będziemy! – warknął Sigvard – Jesteśmy tu… – kontynuował po chwili – bo skarb okrutny nieopodal ukryty.
– Skarb? – pozostali dwaj wojownicy aż się wyprostowali.
– Jako mówię, skarb. Jeszcze dzisiaj będzie nasz. Jeden z klanu Borgs mi się na torturach wygadał. Baczcie jednak, że skarb strzeżony, przez…zwą go Ogrem – Acke i Orvar popatrzyli po sobie – a Sigvard kontynuował – bestia podobno ludzi pożera, ale płochliwa i we trzech łatwo ubijem potwora.
– Daleko to? – zapytał z zainteresowaniem Orvar
– Będzie z pół dnia drogi. Na wieczór będziemy bogaci – zakończył Sigvard klepiąc Orvara po ramieniu.
– W drogę! – z zapałem dodał Acke szybko zapomniwszy o niewiastach co samopas po lesie ganiają...
—————————————————————————————————————-
Zbliżał się wieczór. Nie było jeszcze tego widać, ale dla Gnaga każda pora dnia inaczej pachniała. Mieszkał w zrujnowanej wieży, czy może raczej w jej podziemiach. Wejście było ciasne jak na jego gust, ale w środku było mnóstwo miejsca. Pamiętał, że na początku było tam sporo jakiegoś żelastwa. Część wywalił, cześć przehandlował z kowalem z wioski, a kilka ładnych błyszczących wisiorków dał kobietom z osady. Od tamtej pory zawsze się do niego uśmiechały i machały mu już z daleka. Nie do końca to rozumiał.
Właśnie miał znieść do lochu krowę, którą dzisiaj dostał za futra tygrysie, gdy jakiś delikatny hałas zwrócił jego uwagę. Gnag znał wszystkie odgłosy dookoła swojej wieży, a ten nie był jednym z nich.
Rozglądnął się i zobaczył trójkę ludzi zmierzających w jego stronę. Szli ostrożnie, nieco pochyleni coś do siebie szeptając. Na początku Gnag się ucieszył, toż to pierwszy raz ludzie z wioski go odwiedzili!
Po chwili zdał sobie sprawę, że nigdy nie widział w osadzie tak wyglądających ludzi. Jak przez mgłę pamiętał podobnych…wojowników(?). Budziło to jego głowie niejasne uczucia…
Z drugiej strony nie mógł się jednak pohamować, bo wizyta budziła u niego szczerą radość.
Ludzie podeszli bliżej i ustawili się w lekkim półkolu.
Gnag wyszczerzył swoje krzywe zębiska w powitalnym uśmiechu.
– Oddaj skarb bestio – warknął ten w żelaznej czapce.
– Albo zakłujemy cię jak wieprza – dodał drugi unosząc swoją włócznię.
Gnag nie rozumiał – Skarb? – pomyślał i tęsknie spojrzał w kierunku swojego żarna – przyszli mu go odebrać?
Chciał coś powiedzieć, ale nie bardzo wiedział co…
– Koniec tego – wrzasnął ten z czerwonymi włosami, i skoczył na Gnaga zamierzając się swoją wielką siekierą...

 

Moją i inne prace  można będzie też podejrzeć na TUTAJ.

 

Do następnego razu…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s