Age of Sigmar: Turniej 1500 pkt. Raport bitewny.

battlereport

Zapraszam na małe sprawozdanie/raport bitewny z lokalnego turnieju w Age of Sigmar w krakowskim Vanaheim.

Oczywiście jak zawsze, wszystko z jedynie słusznej mojej perspektywy 😉

Pierwsza bitwa „Border War” przeciwko ‚Mixed Chaos’

Moja rozpiska na wszystkie bitwy:

Megaboss ToP

Weirdnob ToP

Warchanter

10 x brutes with general

5x brutes

10x ard boyz

6x gore gruntas

Ironfist

Przeciwnik:

Mag Chaosu (to był chyba imienny bohater, nie pamiętam który dokładnie)

Bloodsecrator

10x  maruders

10x maruders

6x stormfiends

Warp Lighting cannon

Jako że, posiadałem batalion rozłożyłem się pierwszy i rozpocząłem. Zająłem oba graniczne objectivy’. Po lewej stronie miałem 6 świniaków,  5 brutów i warchantera. Na prawo od nich znajdował się Megaboss (w 6″ od mojego objectiva) i dalej 10-ciu brutów, szaman i 10 ardboyzów.

W mojej turze wiele się nie stało, poza zajęciem punktów. Ardboyzi dostali ‚mystic shield’ &’ + 1 to hit’ od generała, a świnie ‚blood frenzy’. Odział 10 brutów dostał ‚inspiring presence’.

W fazie przeciwnika nastąpił tak naprawdę koniec gry, żeby nie „owijać zbytnio w bawełnę”. Mag chaosu rzucił czar na Stormfiendy, który pozwolił się im przesunąć 18″, po czym „wyrzygać” 20+ mortal woundów na moich brutali. Przeżyło dwóch, po czym jeszcze jedne zginął w fazie walki wręcz, a ostatni chwilę potem.

Turę później przybyło 30-stu blodletterów i z pomocą Stromfiendów skasowało moich Ardboyzów. Próbowałem ratować sytuację (punktową), zmieniając kierunek natarcia gruntasów. Chciałem dostać się do ‚objectivu’ przeciwnika by zarobić 4 pkt., na drodze stało tylko 10 maruderów. Niestety by tam się dostać musiałem pokonać ‚przesmyk” pomiędzy wieżą a górą. Szarża się udała, jednak tylko 3 świniaki były się w stanie dostawić do maruderów, a to okazało się za mało, przeżyło bodajże 3-ech. To wystarczyło by chwilę później przybyły stormfiendy i… „puff” wyparowały moje gruntasy. Dalej w podobny sposób zakończył swój żywot mój megaboss, który stosując „cunning” zamiast „brutal” próbował się wycofać by utrzymać „objectiv” w mojej części stołu.

Brutale po lewej części pola bitwy, rozbili drugi odział maruderów ale było już za późno by dotrzeć (od tyłu) do objectiva przeciwnika. I tak pierwsza bitwa skończyła się moją sromotną klęską. W sumie zabiłem 120 punktów przeciwnika, sam tracąc 1240. Niezły początek :/

Kilka zdjęć z katastrofy:

Druga bitwa „3 Places of power” przeciwko ‚Disciples of Tzeentch’

Przeciwnik posiadał:

Tzaangor Shaman

Gaunt Summoner

10 x pink horrors

20 x Tzaangors

20 x Kairic Acolytes

3x Tzaangor Skyfires

3x Tzaangor Skyfires

3 x screamers

Był jeszcze batallion, ale nie bardzo wiem co on robił…

Wylosowaliśmy ten sam stół na którym chwilę wcześniej poniosłem sromotną porażkę, więc byłem pełen złych przeczuć…

Udało mi się rozstawić pierwszemu i wybrałem rozpoczęcie rozgrywki. Na prawej flance ardboyzi utworzyli tyralier za którą skrył się wierdnob (w 3″ od objectiva), za nimi 10-ciu brutów.

W środku mój megaboss w 1-wszej turze wdarł się do wierzy, co pozwoliło mu kontrolować środkowy cel/objcetive. Ubezpieczało go 5-ciu brutów.

Po lewej stronie punktował warchanter. Gruntasy na ruch w fazie bohatera, (za batalion i umiejętność destrukcji) wyrzucili 2 razy po 6! To pozwoliło im w błyskawicznym tempie pokonać stół i w pierwszej turze zaszarżować akolitów. Jak „opadł kurz” (i battle shock) ostał się jeden chaośnik.

W dalszej fazie bitwy, świniaki zaszarżowały skyfires’y. Jedank że stały one na szczycie góry, tylko 2-uch gruntasów było się w stanie dostawić. Przepychanka między nimi i „dziobakami” na dyskach trwała przez resztę gry.

Na prawej flance ardboyzów zaszarżowały Tzaangory, a od tyłu zakradały się screamersy. Chłopaki z „mistic shieldem” generalnie trzymały się całkiem dobrze. Oczywiście cały czas trwał ostrzał moich bohaterów ze skyfires’ów, magów i pink horrorów. Tym razem jednak udawało mi się to, co w poprzedniej bitwie zawodziło ->dobre rzuty na k6 :). Koniec końców z bohaterów padł tylko szaman, ale nie za nim zarobił całkiem sporo punktów.

Odział pięciu brutów na środku, opuścił bliskość megabossa w wieży, i zaszarżował pink horrory. Pomimo brudnych sztuczek ze wskrzeszaniem ze strony demonów 🙂 , brutale wycięły paskudztwa co do nogi.

Na środku z odsieczą dla słabnących ardboyzów (w końcu padli wszyscy) przybyła moja główna siła uderzeniowa złożona z 10-ciu brutów. Rozprawili się oni zarówno z Tzaangorami jak i screamersami które zaatakowały ich od tyłu.

Na tym etapie było już jasne, że przeciwnik nie zdoła odrobić mojej przewagi punktowej, nie pamiętam dokładnie wyniku ale było coś 20-ścia kilka do poniżej 10-ciu. Major Victory dla mnie.

Rani który dowodził w tej bitwie chaosem, niedawno w towarzyskiej bitwie pokonał moją „połączoną armię destrukcji”. Teraz Ironjawz’si dokonali zemsty ;).

Kilka zdjęć z bitwy:

Trzecia bitwa „Gifts from Heaven” przeciwko Sylvaneth

Przeciwnik posiadał:

Branchwych

Treelord Ancient

Durthu

10 x Dryads

5 x Spite-Revenants

5 x Spite-Revenants

3 x Kurnoth Hunters-łuki

Był jeszcze jedne bohater Loremaster(?) chyba i batallion który nie pamiętam co robił :).

Brrrrrr…

Jak każdy porządny ork/orruk odczuwam atawistyczny lęk przed lasami i wszelkiego rodzaju „miłośnikami drzew”. Przynajmniej w kranie „tabletopów” :D.

Widok stołu zarzuconego „podstawkami lasu” powoduje, że nie bardzo wiem co mam robić…

Całe to „zdrewniałe” towarzystwo rozłożyło się w 1-dnym dropie, co spowodowało że zaczęło też rozgrywkę.

Stół „zadrzewił” się jeszcze bardziej… to w ogóle możliwe?

Przed moja armią zmaterializowały się dwa gigant (Durthu i ten drugi… 😀  ), save na 2+, leczenie, tupanie i ignorowanie „rend -1″ to najfajniejsze z ich cech. Dodatkowo w lesie nieopodal zasadzili korzenie Kurnoth’ci.  Poza tym na dzień dobry straciłem też dwóch brutali.

Gdy przyszła moje tura nie bardzo wiedziałem co robić czemu też werbalnie dałem wyraz :). No ale cóż, jak to mówią anglosasi ” Desperate times call for desperate measures”.

Ruszyłem ostrożnie do przodu, wzniosłem modły do Morka (…albo Gorka), otoczyłem weirdnoba wszelkiego rodzaju „chopakami” i bum(!) wyczarowałem „dużą zieloną stopę”. Stopa łaskawie nadepnęła durthu dwa razy zadając mu 9 ran (sic!).

Moja armia ośmielona tym doniosłym przejawem istnienia sił wyższych, ruszyła żwawiej do przodu. Ardboyzi zaszarżowali rannego durthu, a gruntasy na lewej flance kurnoth’ów. Szczęście dalej mi sprzyjało, żaden z moich orruków nie padł w wyniku działania przebrzydłych lasów.

Skrajnie po lewej stronie pola bitwy, 5-ciu moich brutali i megaboss ruszyło w kierunku 5-ciu revenant’ów.

Nie wiele więcej w tej turze zdołałem zrobić, ale też i odpowiedź „leśnych ludzi” nie była zatrważająca. Padł mi bodajże jedne świniak.

Meteor wylądował akurat tam gdzie prawie nie miałem oddziałów. Udało mi się jednak dostać w zasięg warchanterem i zaliczyć punkty.

Los chciał że blisko mojego szamana znalazł się budynek specjalny, ten który daje czar pozwalający zmienić jeden wynik kości na turę na dowolna wartość (tutaj szczerzę zęby  podstępnie i nikczemnie się uśmiechając…).

Weirdnob skorzystał. Stopa dokończyła durthu i zdjęła, bodajże połowę ran drugiego olbrzyma. Jeszcze w tej samej turze brutale zaszarżowały treemena i dokończyły jego żywota.

Te zdarzenia które miały miejsce w 1 i 2 turze tak naprawdę ustawiły grę. Dalej na prawej flance 5-ciu brutów szybko pozbyło się revenantów.

Meteor wroga wylądował w centrum jego stołu, tam tez pojawiło się 10 driad. Małą „czkawką” jeszcze był fakt że z tyłu, na plecach mojego warchantera pojawili się revenanci i zaczęli ‚kontestować’ mój meteor a w końcu zabijając mojego bohatera (mimo jego heroicznej walki oczywiście). Odpowiedzią na to z mojej strony było wyjście z walki (która i tak nie bardzo mnie gdziekolwiek prowadziła) gruntasów i ich przesunięcie w stronę meteoru. Świnie zaszarżowały i zabiły „leśnych” turę później przywracając mi kontrolę nad objectivem. Reszta to już była formalność. Drugie Major Victory dla mnie.

Kilka zdjęć z bitwy:

W sumie zająłem 4-te miejsce.  Mocno mnie to cieszy jako że, ostatnio „destrukcji” nie wiodło się najlepiej :).

Dziękuję wszystkim z którymi grałem i mam nadzieję, że bawili się równie dobrze jak ja!

Do następnego razu…

Reklamy

Age of Sigmar: VIP Wierdnob i inne…

warsztat

W minionym tygodniu, nie znalazłem zbyt dużo czasu na swoje ulubione hobby. Niestety zanosi się że w tym będzie podobnie. Dobrze że później mamy święta majowe… 🙂

Skończyłem prawie szamana dla „Ironjawz’ów”. Być może nie rzuca się to w oczy, ale jest na nim parę istotnych szczegółów które muszę dokończyć. Postanowiłem go jednak uczynić „battle ready” na nadchodzący lokalny turniej.

weirdnob shaman wip

Dodatkowo pracuje nad kolejnymi trzema „gruntasami”…

gruntas wip

…i pięcioma „brutalami”.

brutes wip

Odkąd pojawił się powyższy zestaw mam ochotę zaatakować go z „kleszczami i nożem” :), znaczy zrobić jakieś poważne konwersje. Niestety ciągle się spieszę składając tych orruków, zawsze jest jakaś okazja na którą potrzebuję ten oddział „JUŻ”.

Tak jest i tym razem, no cóż może przy 4=ej piątce coś więcej pokombinuje. Tutaj jedyne na co było mnie stać, to przeróbka/zmiana „dzidy” na topór i przerobienie nieco ręki z „krwawym trofeum”.

brutes wip1

Poza wyszła fajnie.

Za tydzień turniej, mam nadzieję że zakończy on pasmo moich hmmmmm…nie do końca szczęśliwych batalii :).

Sprawozdanie w „święta majowe”.

Do następnego razu…

Parada armii -odsłona druga. Frostgrave cz.4

warsztat

Co tygodniowy  „update” z moich prac nad dioramą. Chyba zaczyna wglądać jak „coś” :). Co myślicie?

Generalnie męczyłem w tygodniu mój główny „kawałek architektury”, który będzie występował na makiecie. Dodatkowo dorobiłem drzewko które było przewidziane w rogu.

Zacznę może od prezentacji, w obecnym stanie tego drugiego:

Wychodzi chyba nieźle. Na zdjęciu dosyć trudno uchwycić je dobrze.

No i „ruinka” wieży, którą jeszcze chwilę będę „molestował”:

I jeszcze jedno zdjęcie pokazujące co znajdzie się na haku, widocznym na belce 🙂 :

fortgrave_ruin3

Gdy już wieża przytwierdzona zostanie na swoje miejsce w makiecie, będzie jeszcze parę rekwizytów związanych z kuchnią ogra :).

Do następnego razu…