AoS : Orruk Brut…

warsztat

Aż wstyd się przyznać ale od momentu pojawienia się nowych Orków, jakoś nie mogę się wziąć za ich malowanie.

Przeszkadzają mi inne tematy. Bolt Action i Frostgrave głównie.

No ale oto (fanfary TA DA!) pierwszy, prawie ukończony okaz 🙂

Jak widać podstawki brak i pewnie jeszcze trochę się zmieni…

Do następnego razu…

Reklamy

Frostgrave: Banda z północy WIP

warsztat

Długo starałem się zorganizować parę osób, żeby zagrać kampanię w „Frostgrave”. Moja stara „ekipa”, która grała w „Mordheim” rozjechała się po Polsce. No takie już jest IT-owe, korporacyjne życie ;).

Tak czy siak, w końcu mi się chyba udało. Prz pomocy krakowskiego „Vanaheima” urządzamy kampanie. Jeśli ktoś mieszka w Krakowie to serdecznie zapraszam. Oczywiście zapraszam również jeśli ktoś mieszka np. w Gdańsku, ale mogą się z tym wiązać problemy natury logistycznej…

Linki dla zainteresowanych:

https://www.facebook.com/groups/1144445725622567/

https://www.facebook.com/events/690528491102819/

Bandę do gry posiadam już od dawna, ale postanowiłem ja nieco „przestroić”, tak by posiadała w miarę jednolity wygląd. Taki wikngo-waregowo – rusowy :).

Banda obecnie jest w fazie przerabiania. Mam nadzieję zdążyć przed pierwszą bitwą.

Oto jak wataha wygląda obecnie:

band

Czarodziej (Enchanter) i jego uczeń zostaną bez zmian.Wyglądają jak „ruskie dziady” 🙂

wizard_apprent

 

Tak samo moja siła uderzeniowa: man at arms & soldier:

hit guys

 

Wymienię natomiast moich dwóch osiłków. Zapewne wymiana będzie dotyczyła głowy z hełmem, na coś bardziej „skandynawskiego”. Gołogłowy byłby ok, ale maczuga jakoś mi nie pasuje. Zrobię coś z toporkiem lub mieczem…

osilki

Kusznik i łucznik to nowe nabytki. Wymienieni za swoich poprzedników jako tacy, którzy mogą uchodzić za „wikingów”

ranged

Oboje oczywiście wymagają wykończenia.

Podobnie jak pies (będzie się wabił: Butch 🙂 ) i konstrukt.

dog_contruct

 

Do następnego razu…

Age of Sigmar: Raport bitewny

Oto krótkie sprawozdanie z moich bojów na mini turnieju AoS. Rozegraliśmy w sumie po 3 bitwy. Niestety była nas nieparzysta ilość, i padło też na mnie żeby jedną bitwę pauzować.

Rozpiski były Azyr’owe heroiczne 20 pts., także można było wystawić co się żywnie podobało. Wziąłem skavenów, moje nowe Orruki wciąż nie pomalowane a i reguły (Azyr’owe) pojawiły się jakoś tylko chwile wcześniej.

W sumie nic strasznego nie wystawiłem, miałem:

Arch Warlock

Packmaster

10x Skaven Clanrats

Ratling Gun

3x RatOgres

Doom Wheel

2x Warp Lighting Cannon

Pierwszy scenariusz miał „front burzowy”, który każdy z graczy mógł przesuwać okupując jedne z „objectiv’ów”. Punktowali w tym względzie tylko bohaterowie i ten kto miał ich więcej przy wspomnianych „manipulatorach pogody” mógł przesuwać burzę. Front przesuwając się nad jednostkami zadawał k3 „mortal wounds”.

Oto stół:

1-początek

Przeciwnik grał Imperium ( czy jak to się teraz tam nazywa) i podobnie jak ja miał rozpiskę strzelającą. Zawiodła mnie podstawowa matematyka :), bo wydawało mi się że pierwszy skończę się rozstawiać i co za tym idzie rozpocznę rozgrywkę. Tak się nie stało…

Ostrzał mojego oponenta był porażający (dwie armaty i Steam Tank póki co….), przy ilości przerzutów jakie miał nie dało się nie trafiać.

Zeszło jedno moje działo i poganiacz. Drugie zostało na 2 ranach.

2 casulties

W sumie to chyba nie najgorzej, ale śmierć poganiacza sprowadziła mnie do jednego bohatera podczas gdy przeciwnik miał ich 3.

W swojej turze starałem się oddać… 🙂 . Działo spaczenia, to które mi pozostało skutecznie spopieliło jedną z armat przeciwnika. „Doom Wheel” wypruł do przodu jak samochód wyścigowy i miał idealną pozycję do ostrzału. Skutecznie to wykorzystał likwidując drugie działo.

3returnfire

Na prawej flance poszło dużo gorzej. Pozbawione poganiacza ratogry straciły +1 do trafiania. Mimo to zaliczyły jedno trafienie ze strzelania. Ratling gun odpalił całkiem nieźle, ale koniec końców cała kanonada na niewiele się zdała. Zadałem, o ile pamiętam 1 ranę…

Ratogry zaszarżowały jeszcze czołg w nadziei, że może tym sposobem coś zdziałają, i ograniczą możliwość przerzutów dla tej piekielnej maszyny. Wiele jednak nie zdołały zrobić.

4charge

Już w pierwszej turze „front burzowy” przesunął się 6′ w moją stronę, teraz przesunął się o 6′ dalej. Po drodze poważnie poturbował moją armię.

5storm

Zginęło 2-ch clan  ratów, bohater dostał ranę a co ważniejsze moje ostatnie działo przeszło do historii.

Na tej flance mój przeciwnik nie był nic w stanie więcej zrobić, pozostali mu tu tylko strzelcy. Na drugiej natomiast…

Hellblaster z czołgiem roznieśli na strzępy moje ratogry. Co w sumie było do przewidzenia…

6fire

Zważywszy na to że, scenariusz wygrywał ten kto przesunął „front” na terytorium wroga, moje szanse na wygraną były raczej….nikłe.

Chciałem jeszcze spróbować ubić przeciwnikowi bohatera swoim Doom Wheelem.

Jednak rzucając na ruch wyrzuciłem dublet, co pozwoliło oponentowi wykonać ruch za mnie. I tak przepadła moja ostatnia szansa.

Na tym postanowiliśmy skończyć rozgrywkę, gdyż nie mogła się ona już inaczej skończyć niż moją przegraną.

8after

Drugą bitwę pauzowałem, jak już pisałem.

W trzeciej stanąłem na przeciw ” Sigmarines” z wieeeelkim gołębiem, gryfem znaczy się.

1gryfon

Dodatkowo były dwie grupy stormcastów i bohater. Jedni mieli duże młotki. Ja naprawdę bardzo chcę, ale za nic nie mogę zapamiętać nazw tych oddziałów… 😀

Tak wyglądało ustawienie stołu:

2start

Scenariusz był nieco „tricky”.  Po mojej i przeciwnika stronie, mniej więcej na środku stołu znajdowały się dwa „dyski”. Generalnie wygrywał ten kto je miał w posiadaniu na koniec 6-tej tury. Przenosić jednak można było tylko dysk przeciwnika, co gorsza cholerstwo wybuchało i raziło wszystkich w promieniu jak do niego podejść.

Co ważne dal tej konkretnej rozgrywki, to to że umówiliśmy się z przeciwnikiem, że lasy (dwa placki tam gdzie clan raty i armia stromcastów) zasłaniają widoczność całkowicie. Dodatkowo widać z nich ale nie „do nich”.

No i zaczęło się. Przeciwnik oddał mi pierwszą turę. Nie zrobiłem za wiele, tylko trochę się przemieszczając.

2movment.jpg

Tymczasem gryfon się zbliżał, by w końcu zaatakować na prawej flance.

3gryfon

Obiektywnie muszę przyznać, że rzuty mojemu przeciwnikowi poszły fatalnie. Planował zapewne (i miał ku temu prawo) zdjąć obie maszyna a nie zdjął żadnej. Doom Wheel został na jednej ranie.

Jak się można spodziewać moja odpowiedź była śmiertelna. Wycofałem „koło” z walki na wszelki wypadek, ale nie było to potrzebne. Dwa działa i rat ogry ustrzeliły „ptaka”.

Po tym fakcie, przeciwnik śmiertelnie przerażony uapdakiem swojego czempiona 🙂 wycofał się do lasu…i tam już pozostał.

4wood

Przedstawiało to pewien problem. Żeby nie zremisować musiałem przejąć „dysk” przeciwnika. Nie mogłem jednak rozstrzelać pozostałych przy życiu „sigmarinsów” bo według zasad które ustaliliśmy ich nie widziałem! Na lewej flance, czego tutaj nie widać miałem jeszcze skradający się odział clan ratów.

W następnej turze nic się absolutnie nie wydarzyło. Szybko doszedłem do wniosku że jeśli mam wygrać to muszę zagrać ofensywnie.

Tutaj niestety, muszę się przyznać że z tego „myślenia” zapomniałem o robieniu zdjęć… :(. Starość nie radość. „Multitasking” powoli odchodzi w zapomnienie… 🙂

Sytuacja w ostatniej turze wyglądała podobnie jak na zdjęciu powyżej, tyle tylko że Doom Wheel przestał istnieć. Oto co starałem się zrobić. Przeciwnik w lesie miał 3 jednostki (łącznie z bohaterem). Wystarczyło bym je zajął walką a clan raty z lewej podniosą „dysk”.

Poganiacz miał zaatakować tych „zwykłych” stormcastów, rat ogry tych „brzydkich” z dużymi młotkami a warlock bohatera.

Clan raty w fazie ruchu zajęły/podniosły objectiv, rat ogry wbiły się w „młotkowych” a Ikit w bohatera, problem tylko w tym że poganiacz wyrzucił dwie jedynki i wbił się w nikogo…

Rat Ogry zadały w sumie 6 ran, zabijając dwóch „nieładnych panów” a warlock bez problemu zgniótł bohatera stormcastów.

W odwecie straciłem 2 rat ogry, a co gorsza zdejmowanie poległych doprowadziło do uwolnienia drugiej grupy „sigmarinsów”.

Co wykorzystali w ostatniej turze uderzając na moje clan raty z „dyskiem”.

end

Widząc rzuty przeciwnika odetchnąłem z ulgą. Nie przypominam sobie dokładnie jak to wyszło, ale koniec końców szczury ustały, utrzymały w posiadaniu objectiv i jeszcze w odwecie zabiły jednego stormacasta kończąc rozgrywkę moją wygraną.

Podsumowując, bardzo lubię te nasze mini turnieje. Póki co przewijają się ciągle te same osoby :), ale armie są pomalowane i atmosfera świetna (pomimo okazyjnego zgrzytania zębami i rzucania nienawistnych spojrzeń w stronę oponenta 🙂 ).

To raczej ostatnie spotkanie według zasad Azyr’a. Teraz wypada czekać co stworzy GW i mieć nadzieję że przyciągnie to trochę więcej graczy.

Na koniec wrzucę jeszcze parę zdjęć, pstrykniętych kiedy pauzowałem bitwę (i nie tylko).

Podziękowania dla: Bartka, Dominika, Mikołaja i Stacha

 

Do następnego razu…